|
|
|
|
![]() Pod Ciężarnymi Niebiosami Ona Przybywa Żywa Niczym Pani Lewiatan Lament Piekieł
Padlina moje imię Dla tych, którzy zdecydowali się z przesadą wypowiedzieć klątwę Tragiczna serenada Z Judaszem w moim kroku Gotyckie komnaty hańby Gdzie posągi trwają nie zimniejsze Niż mordercy, których przywołuję Z mrocznych, zapomnianych czasów Całując niebo, zużyte Ociera usta wolne od swojego szaleńczego wyładowania Żałując, że nie żałuje Okrutnika, który swobodnie niszczył W drobnych rączkach piękno łka Zwycięstwo to głębokie metodyczne rżnięcie Powtarzająca się krzywda Jak okaleczony świat u jego stóp Lament Piekieł Jak napisano, pieprz to Niechaj będzie powykręcane Z gardeł obalonych Przeszłość w końcu nadeszła Dzikie ukąszenie bez wytchnienia Napełnia mroźne powietrze Ten zimowy chłód, zmielony dla jego młyna Jeśli łzy radości zamglą inne miejsca I kościelne dzwony utoną w łoskocie zagłady Burza nad nami rąbie Kiedy błyskawice pełzną jak rozwidlone języki Rozdziewiczające Syczący, niezadowolony Niepokoi niebiosa w elektrycznym wyładowaniu Sikający z pogardą Na kukły słabych Zabijając każde postanowienie Grzesznicy wielkiej bestii, jego szkarłatnej nierządnicy Plują swoim siarczanem W przerażoną twarz pokoju Jak napisano, pieprz to Niechaj będzie powykręcane Z gardeł obalonych Przeszłość w końcu nadeszła ![]() Oddane piekłu serce, róża i cierń Zacisnęły się by ponaglić krew Księżyc zdejmuje szaty, by wzmocnić stado Legionów przelewających Nurt tych rzek, jego oddech dekoruje Senaty i siedzenia wrogów Podczas gdy jego potęga jest uważana za niewdzięczność Wicia się słabych Piołun moje imię Zatruta gwiazda, która spadła na ziemię I narosła pęcherzami wolna od wstydu W dołach samoodrodzenia Teraz te jaskinie stały się poddaszem Nadzorującymi bezkresnymi koszarami Kiedy wody zmieniają się w krew/wino I satyny Watykanu płoną Tego wieczoru w płomieniach
‘Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia Zwycięzca to odziedziczy i będę Bogiem dla niego a on dla mnie będzie synem’ (Ap,21:6) Kiedy przeciwne wiatry wieją przez ciemne piaski Ich mruczenie może łatwo zostać ukołysane Lecz kiedy burze przyspieszą nikt nie może ukoić Wycia ich morderczych szałów Uskrzydleni serafini trzymają drżącą rękę miłości Przy naszych oczekujących grobach Kiedy wojna ryczy nad naszym drogim krajem Szukając powodu, by go opanować Tego wieczoru w płomieniach Tego wieczoru świat będzie lękał się naszych imion Tego wieczoru w płomieniach Zostań, moje wątłe serce Nasza śmierć będzie początkiem Czegoś wspaniałego i daremnego Tego wieczoru w płomieniach Nie ma fanatyzmu tak męskiego, jak wiara Dla ślepca jego słowa są oczywiste Nie żałuj niewiernego! Nie żałuj niewiernego! Już tutaj zapewnij sobie miejsce w raju Uskrzydleni serafini trzymają drżącą rękę miłości Przy jej maleńkim grobie Pomszczę ją, zrobię to lub będę przeklęty Tak jak zrobiła to jej święta matka Pewnego dnia poszedłem zobaczyć jak tańczy W sztuce pod ścianą płaczu Teraz odeszła Lecz piosenka wciąż trwa Zapalczywa i szaleńcza Miecze Wschodu muszą spaść ‘A dla tchórzy Niewiernych Obmierzłych Zabójców I wszelkich kłamców: Udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką’ (Ap,21:8) Tego wieczoru w płomieniach Tego wieczoru świat będzie lękał się naszych imion Tego wieczoru w płomieniach Zostań, moje wątłe serce Nasza śmierć będzie początkiem Czegoś wspaniałego i daremnego Tego wieczoru w płomieniach Libertina Grimm
Blask haubicy i plujące ogniem ostrze Uwodzone przez Dresdeńskie serenady Jej ścieżka dźwiękowa teraz bombardowanie Znudzona Wodewilem 'Bóg był trzeźwy od sześciu dni w tę noc gdy się narodziła przy migoczącej gwieździe biblijnej [class – nie wiem w jakim tu występuje znaczeniu] ikona w religijnej pornografii była Alicją po drugiej stronie chwały błędem ejakulacji disneyowska, wysoka kapłanka zachłanności i najgłębszego mrocznego oszustwa' Wszystkie najlepsze do pochowania fanaberie Dla pani Libertiny Grimm ![]() Ona, ten mały czerwony jadący plon Brat Wilkołak u szczytu jej pończoch pod naprężonym skórzanym pasem gorsetu Houndervillów Przy zawale nadchodzącej północy Ona polerowała wersy i karawany W zatrutym piórze zamocznym w omenie Dla jej hirurga w pełni przeklętego W ręce kostnicy odkupicieli Jednak umarli zawsze zadawalali ją bardziej Flirtujące dygnięcia do trzynastego piętra Schylcie swoje kapelusze Dla słodkiej Libertiny Grimm Fantazje i sklepy z cukierkami Królewna Śnieżka i siedmiu manekinów Dym i lustra na czworakach Libertina Grimm jej srodzy/posępni bracia jej siostry po ostatnim tańcu będą sygnałem do rozpoczęcia gry/wskazówką który ona odcina by bucik dobrze leżał Libertina Grimm Tajemnica wzniecona w poczerniałym pokoju dziewięć świec zapalonych by udoskonalić mrok Ona widzi ciemność tak, jak czuje swoje łono Pełne ukrytych sekretów Oni nawiedzają jej serce, tych kilku cennyc Ci hrabiowie Lestaci i te Betty Blue Te udręczone dusze tak jak ja i Ty Pełne ukrytych sekretów Pełna ukrytych sekretów Nie nie odchodź Nie zostawiaj mnie tu Samego Libertina Nie nie odchodź Nie zostawiaj mnie tu Samego Bohater byronowski
Tak samotny jak poeta na murach Jerycha lub księżyc bez pociechy gwiazd Cierpię wiedząc że jestem człowiekiem bez duszy To nic tylko pękniecie słoika z konopią Udowodniłem to, poprawiłem to Prowadziłem sonet przez to I w tym stanie rozkoszy Pocałowany przez zło mokrymi ustami Wypełnione pióro, w małym palcu Przeprowadziło mnie, przeze mnie/dla mnie Wkurzając jak zwykle Iluminatów Ale ze słowami wartymi pewnych krzywd Rzuciłem wyzwanie które rozszerzyło listę Boga Ekscytujące nowe płomienie które, przyniosą mi sławę Recytując zaległy almanach parodii Mówią że jestem zły Wściekły caliban (księżyc Urana) z manierami Niebezpiecznie mnie znać Przenoszę fanaberie Przez wszystkie rozwiązłości W nadwyżce i kantonie Dziczeje to dziecko Wszystkie haremy zbrukane Faustyn i Miny Pani Libertyny i jej siostry pomiędzy nimi Co rozprzestrzenia kłamstwa powstaje, gdy kochankowie umierają Który krąg piekła będzie mój gdy tam trafię Mówią że jestem zły Wściekły caliban z manierami Niebezpiecznie mnie znać Przenoszę fanaberie Przez wszystkie rozwiązłości Kruk przeciwko dziewiczemu śniegowi Chłodnieje, me ramie Niczym głaz obok niej I śmielszy, nic mądrzejszy Me mroczne nasienie znalazło ścieżkę do jej wnętrza Tak zgniłe, gdzie starsze Posłanie powstrzymałoby porywczy widok Lecz laudanum i woda sodowa Hasła Pana Nieczułego Wielki (wydajny) las dziedzicznej złośliwości Czując żal za obce mapy Cięgle udaje wampira arystokratę Rozładowuje mą broń w gorących, nieprzyzwoitych połach Potem strzelając do łabędzi w gondoli Postawiłem stopę na upadłej gwieździe i nie ma to jak łyk watykańskiej smoły By uświadomić Ci tylko kim jesteś Święty patron bólu serca Nie widzisz jak mój świat upada Mój świat upada Święty patron bólu serca Nie widzisz jak mój świat upada Mój świat upada Święty patron bólu serca Czy zawsze potem, będą słyszeć mój śmiech? Święty patron bólu serca Żadne dzieło nie jest lepsze od łóżkowej katastrofy Święty patron bólu serca ![]() Mówią że jestem zły Wściekły caliban z manierami Niebezpiecznie mnie znać Przenoszę fanaberie Przez wszystkie rozwiązłości W nadwyżce i kantonie Mówią że jestem zły Wściekły caliban z manierami Niebezpiecznie mnie znać Przenoszę fanaberie Po czym mówie im By poszli pierdolić swoje matki Ponieważ wiecie… Na moim grobie Jestem cierniem
Potrzeba w oku cyklonu Trucizna w chrzcielnicy Gwóźdź w trumnie niewiernego Jestem wieloma rzeczami Maniakalny ogień Fale w mojej duszy Kiedy wylewają języki nienawiści, zatruwają, toczą Niczym naloty dywanowe na ogromne bazary Moja krew płynie z bestiami Żaden półksiężyc, ross (nie wiem co to ma być) lub wędrująca gwiazda nie zobaczy mojej porażki Narodziny szakala w Watykanie Do wstrętnych parafi (może być też tłumów) Skradałem się za zasłonami I czarodziej nie jest tam Tylko białą flagą zaciemnioną przez Śpiewającą broń która uciekła Wiara której władza wkrótce się skończy Pustynne królestwo umarłych Czuje zapach kwiatu malkontentów Piekielny smród Tuzinów Judaszy Bukiety dla chciwego i poskręcanego prawa Niewolnic świętej wojny Przynieś jeszcze tysiąc róż Jestem cierniem Poplątane są gąszcze To zapasowe dziewicze serce Od czuwania zrozumieć gwałcicieli w ciemności Alpiniści tak bardzo głodujący Dla raju wzrośli od sięgnięć Że miłość to bajka Za którą tęsknią ze szczytów Zachowana w jedynej wierzy Gdzie obecność prętu (wtf?) Pozostaje śpiącą pięknością Od wtrącających palców tłumu Czuje zapach kwiatu malkontentów Piekielny smród Tuzinów Judaszy Bukiety dla chciwego i poskręcanego prawa Niewolnic świętej wojny Przynieś jeszcze tysiąc róż Jestem cierniem Jestem włócznią Longinusa Mieczem Demoklesa Uzbrojoną Kali, krwawiącą zatoką Młotem bogów w zębie przepowiedni Świętym obrzydzeniem, złym prezydentem Wielkimi białymi nadziejami rekinokich ludzi Światłem tego świata teraz migotającym i umierającym Nabity podczas wyścigu, na blednącą twarz Gdzie rozwidlone języki przekłuwały niebiosa Dławiąc się tymi słowami gdy ześlizgnę się do ich uszu Niczym pioruny uderzające ich ślepe umysły Nie jestem ręką Boga... Jestem cierniem Złodzieje terytoriów Zawsze kradnący piorun z przyczyn religijnych Powale was wszystkich na kolana... Cemetary and sundown
Powstajemy kiedy słońce jest w podziemiach Cierpimy z powodu imienia pozbawionego grobu [We prise wide lids] I rany z wargami wykrzywionymi szyderczo Ponad zębami, które zakosztowały hańby Cmentarz i zachód słońca Przeciwko kwieciu zmroku Zbieramy się jak zwierzyna wojny By przekląć Jutrzenkę tak złośliwą Jej palem w nadejściu brzasku By czarami przywołać przeszłość Te upojne noce jaśniejącego bólu W posłudze Bogini Śmierci Kiedy jej prześcieradła spłynęły królewską czerwienią Księżyce wydłużają nasze sylwetki skryte w kryptach Cienie tańczą, oczy migoczą w upadku Odsłaniają chciwość, nasze pragnienia są gorzkie, zużyte Na wywróconych ustach i nawiedzeniach niegodziwości Przemierzamy ten Eden, tajemnicze Twarze ukryte pod lwią dumą W objęciach zmroku Trudno nam je uchować Kiedy krew i żądza i słowa po przebudzeniu zderzają się Za długo skradaliśmy się jak przybłędy W miastach neonowego słońca Psy-włóczęgi i cmentarni maszyniści Mony Lisy z których zeszła farba Tęsknię za naszą wspaniałą przeszłością Za naszymi nocami zależnymi od lęku Jak widma na podstrzeszu Panny Christiny Gdzie śpiewające ptaki złamały jej kark ![]() Wilki wyją swoje zastygłe w mgle serenady Kościoły wyginają grzbiety w łuk balustradami Chwała łzom maskarady Kiedy tropimy to westalskie robactwo nie lękając się Zawartego przymierza Przywleczcie ślepych na schody z surowego mięsa W pragnieniu jest morderstwo Wspaniałe czerwone żylne gobeliny Zawieszone w pozłacanej ramie zakonnic pogrążonych We snach, w których motywy okrucieństwa Są błogosławieństwem dla ich Niedzielnej owieczki Kazania zawiesiły czarną suknię Nad cmentarzem i zachodem słońca Teraz zegar dręczy północ I duchy tego, co dopiero nadejdzie Czy ona pokaże przepisane księgi o mrocznych rozkoszach I kanałach, które spustoszyliśmy? Widzę zimowy pałac Oszlifowane diamenty na porcelanowej szyi Kiedy Jezioro Łabędzie skruszyło ducha nieszczęśliwego rozsądku Gdy rzuciłem ją do niego wykrwawionego Powstajemy kiedy słońce jest w podziemiach Cierpimy z powodu imienia pozbawionego grobu [We prise wide lids] I rany z wargami wykrzywionymi szyderczo Ponad zębami, które zakosztowały hańby Przemierzamy ten Eden, tajemnicze Twarze ukryte pod lwią dumą W objęciach zmroku Trudno nam je uchować Kiedy krew i żądza i słowa po przebudzeniu zderzają się Chory z miłości do Miny
Ktoś mógłby dostrzec w Minie Moją chorobę Lecz to ona jest tą, która zatruła mnie Na całą wieczność Kiedy słońce zsunęło lekkomyślne gwiazdy W wonny pejzaż nocy Ucałowałem jej usta jak ciemnoczerwona róża Ułożona na marmurowym marzeniu o bieli Tak czystych myśli jak westalski posąg Zdobna nadanym przez boga wdziękiem Byłem bliski nadejścia, kiedy się pożegnała Powodowana bólem serca rozdartym na jej twarzy Oh Mino, rozpustna Myśli prześladują moje dni Oh Mino, rozpustna Myśli opętują mnie Tak, że muszę im ulec Mówią, że najciemniejsza godzina To właśnie ta tuż przed świtem Kiedy nic, co jest w ludzkiej mocy Nie może odciągnąć uwagi od wielkiej straty Cienie ognia, które mnie nawiedzają ![]() Jak powstałe szepty jej imienia Bowiem świt jest zmierzchem Gdy pragnienia muszą Wybuchnąć z grobu, rozpalone Spisane w najgłębszej nocy I ujeżdżające płonący wiatr Porażone jej szkarłatną rozkoszą Moje słowa zapłonęły jak liście grzechu Przechodząca przez zwierciadło Księżniczka szmaragdowego szkła Przysunęła mi jeden łyk bliżej Piekielną przeszłość miłości Mówią, że Piekło nie zna straszniejszych furii Nad wściekłość kobiety wzgardzonej przez życie Gdzie Niebiański sędzia i ława przysięgłych Uczestniczą w skuwaniu tej żony Łańcuchem wymuszonych cnót, jej tajemne potrzeby Zbliżają się do mojej obcej krwi W ciepłe wilgotne noce, roztrzaskanymi burzą ukąszeniami Podarowałem jej Eden po potopie Spisane w najgłębszej nocy I ujeżdżające płonący wiatr Porażone jej szkarłatną rozkoszą Moje słowa zapłonęły jak liście grzechu Verono, Marishko i Aleero Niegdyś oblubienice i zarazem boginie Wybaczcie mi moje życzenia bycia zawsze blisko niej Na zawsze i kiedy tylko morze przywoła Tę Afrodytę z moich objęć Bowiem jak Mars (którego koiły jej usta) Rozdarłem te wybrzeża wojnami nienawiści Zanim nasz Parys zawierzył swój los Helenie, ktoś mógł dostrzec błąd W zwyciężeniu tragedii Na całą wieczność Jestem wciąż chory z miłości do Miny Jestem wciąż tak chory z miłości do niej Płód nowego dnia kopie
Jestem międzynarodowym chaosem Zapowiedzią zniszczenia Łazarzem w przypowieści Ciemna i posępna kołysanka Wyszeptała miękko jak umierasz Zapowiadające się męczarnie są blisko Poziomy zagrożenia syczą głośno Widziałem srebrną treść ukrytą w atomowej chmurze Teraz zwijam się w atomowym szoku w strefie zero. Jeślibyś wczoraj mógł stać dumnie Czy zatem dziś zostałbyś wtrącony wraz z kamiennym tłumem? Odetchnę poprzez płód kopiącego nowego dnia Płód nowego dnia kopie To prawda, że Jezus nie może ochronić Powstaję z jego grobu By położyć podwójny krzyż hańby Trujący pęd, atak serca Biały zabójca pomalowany na czarno Odczujesz lęk tego nadchodzącego gwałciciela Poziomy zagrożenia syczą głośno Widziałem srebrną treść ukrytą w atomowej chmurze Teraz zwijam się w atomowym szoku w strefie zero. Jeślibyś wczoraj mógł stać dumnie Czy zatem dziś zostałbyś wtrącony wraz z kamiennym tłumem? Odetchnę poprzez płód kopiącego nowego dnia Podczas nocy takiej jak ta złożyłeś pocałunek węża W ogrodzie Getsemane Dobrze grałeś zdrajcę O świcie który nadejdzie Oślepię słońce By obdarzyć Cię ułaskawieniem, jako mego wroga Przed skazaniem Cię na piekło... Wyniesienie Pentagramu
Pod nawiedzonym księżycem
Wraz ze śniegiem padającym gęsto
I ognistym alitem I gwiazdami strzelającymi znakami rozdarcia Wspinam się by wypatrzyć Zwykły rzut okiem z marmuru Od jej szlachetnych niebiańskich ust Niech będzie słońce do twego księżyca 'Niech będzie księżyc do twego słońca' Razem obiecujemy nadejść Wraz z obrotem śruby I poślizgnięciem języka Kolejne zaćmienie przez nas niedokonane Przez mgłę, przez las Wraz z stworzeniami nocy stałem Morderczy szczyt wzywa cię W przywiązanych do burzy przyczółkach Gdzie rybak boi się Rzeczy które wyczarowujesz tak okrutnie Te głębinowe stworzenia przyniosły Jej wycięty diamentowy pierścień Dziewczyna z perłowym naszyjnikiem ona Nadchodzi w gorączce Tsunami i mirra Czy dokona krwawej zemsty czy będzie mruczeć? Ona rozświetla niebo Ubrana w srebrną wagę wyszarpaną z oceanu By robić na złość jej udom W których czai się lucyfer I z jego dumą Enklawy stały się Goshenami Tak Rajsko Mógł świeć spod jej sukni Upiększam się o zmierzchu Z ornamentami by zacisnąć pętle Pocałunku czerwonego jak krew, i zimnego jak piekło Me ciało jaśnieje żądzą Anemiczne niczym biała flaga Powstaje o świcie by pochwycić cię moim zaklęciem Z każdym kolejnym skrętem nie mogę jej znieść Płodna kobieta kontrola umysłu Ta rozwiązła wiedźma, siostra białych progów Której nalewam moje wino i mą duszę Od zwłok czarnych cisów Gdzie księżyc utonoł Jak miecz w węźle Gordiana Ona schodzi do mnie Żądając szybkiego zwycięstwa Przez serce prawie zapomniałem Każdym pocałunkiem który uwodzicielka szepcze 'Ulegnij mym słodkim objęciom jedna noc rozkoszy’. Nie mogłem jej odmówić Tym razem jej piękno ukazało mi ciemniejszą stronę Zahipnotyzowałaś mą duszę Diano Zahipnotyzowałaś mą duszę Pokusa
Nigdy nie byłem bliżej Próby zrozumienia Tego oczywistego uczucia Wyrzeźbionego przez czyjeś dłonie Ale jest za późno by się zawahać Nie możemy dłużej tak żyć Nie pozostaw śladu Nie spoglądaj w tył ![]() Wszystko, czego pragnę
Pnie się wyżej i wyżej Pokusa Cudowne stworzenia Pokusa Z gorszącymi cechami Pokusa Kłopot nadchodzi Pokusa To wysoki koszt miłości Pokusa Możesz to wziąć bądź pozostawić Pokusa Ale lepiej w to uwierz! Przedstawiłaś mi ofertę Której nie można zignorować Więc ruzajmy do domu Wszystko co mam jest Twoje Krok po kroku i dzień po dniu Każda sekunda się liczy, nie mogę się wyrwać Nie zostawiaj tropu, ukryj twarz Wszystko, czego pragnę Pokusa Pnie się wyżej i wyżej Pokusa Cudowne stworzenia Pokusa Z gorszącymi cechami Pokusa Kłopot nadchodzi Pokusa To wysoki koszt miłości Pokusa Możesz to wziąć bądź pozostawić Pokusa Ale lepiej w to uwierz! Trzymaj nas z dala od pokusy Nie prowadź nas ku pokuszeniu Próbując to znaleźć Pokusa Musisz powstać za nią Pokusa Wrzuć dziesiątkę w gorący otwór Ale jest milion za jeden strzał Pokusa Myślisz, że masz rację, nie Pokusa Będziesz udawać dziś nocą Pokusa Pozwól mi upaść, Pokusa Bo już czas na zapłatę!! ![]()
oryginalne liryki © Dani Filth, Cradle Of Filth
za wyjątkiem "Temptation" tłumaczenia |
|
|